W ostatniej katechezie dowiedzieliśmy się, czym jest anamneza, czyli ten moment
Mszy świętej, gdy ksiądz wypowiada słowa Pana Jezusa o ustanowieniu Eucharystii. Aby
jednak Pan Jezus rzeczywiście stał się obecny na ołtarzu w chlebie i w winie, oprócz
wspominania tego, co się wydarzyło w Wieczerniku, potrzebna jest moc Ducha Świętego,
która wspominanie zamienia w uobecnianie tych tajemnic. Dlatego podczas każdej Mszy
świętej celebrans wyciąga ręce nad chlebem i winem, prosząc Ducha Świętego, aby swoją
mocą uświęcił te dary, by stały się Ciałem i Krwią Chrystusa.
Ten ważny moment nazywamy epiklezą. W dzisiejszej katechezie przyjrzymy się mu
uważnie, ponieważ nie wszyscy wiedzą, że podczas modlitwy eucharystycznej ma miejsce nie
jedna epikleza, lecz dwie. Pierwsza nad chlebem i winem, by stały się Ciałem i Krwią
Chrystusa, a druga nad nami, aby każdy z nas stał się Ciałem Chrystusa, zarówno
indywidualnie jak i wspólnotowo, jako Kościół.
Nazwa epikleza pochodzi z języka greckiego i oznacza przywołanie kogoś. Nietrudno się
domyślić, że podczas tej modlitwy przywołujemy Ducha Świętego nad chlebem i winem,
ponieważ sami swoją mocą nie jesteśmy w stanie z czegoś, co jest martwe uczynić coś
żywego, a tym bardziej Bożego. Może to tylko Duch Święty – Pan i Ożywiciel, Trzecia Osoba
Trójcy Świętej. Widzimy więc, w jaki sposób prawdy wiary, które wyznajemy w Credo, mają
swoje praktyczne zastosowanie oraz jak w tym momencie Mszy świętej tajemniczo i pięknie
współdziałają wszystkie trzy Osoby Boże.
To, co czyni Duch Święty, przemieniając chleb i wino w Ciało i Krew Chrystusa, jest
czymś o wiele więcej niż na przykład ożywienie posągu, czyli zmiana materii nieożywionej w
ożywioną. Jest to przeskok z czegoś nieożywionego w samego Boga. To, co materialne staje
się Tym, który jest samym Życiem. To o wiele większy cud, niż może nam się wydawać. Przez
lata uczestnictwa w Mszy świętej mogliśmy się przyzwyczaić, że to niemal naturalne, że
chleb i wino przez wyciągniecie rąk kapłana i modlitwę do Ducha Świętego stają się Bogiem.
Dzisiejsza katecheza niech wybije nas trochę z rutyny i skłoni do głębszego zastanowienia
nad tym cudem.
Naszą odpowiedzią na tę modlitwę jest przeżycie tego momentu w postawie uniżenia,
a więc na kolanach. Jest to modlitwa błagalna, w której bezpośrednio wołamy do Ducha
Świętego, by zstąpił i uświęcił przyniesione dary, dlatego na ten moment klęka całe
zgromadzenie liturgiczne, poza księdzem wypowiadającym tę modlitwę i koncelebransami.
Epikleza nad darami jest dosyć krótką modlitwą. W najczęściej stosowanej II modlitwie
eucharystycznej jest to zaledwie jedno, lecz kluczowe zdanie: „Uświęć te dary mocą
Twojego Ducha, aby stały się dla nas Ciałem i Krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa”. To
najdonioślejszy moment Eucharystii, w którym wydarza się jej istota, dlatego warto zadbać,
by przeżyć ten moment w największym skupieniu. Najczęstszą przeszkodą są dzwonki,
pośpiech księdza lub nasze zamieszanie związane ze zmianą pozycji na klęczącą. Dobrze, gdy przed rozpoczęciem epiklezy kapłan chwilę poczeka, aż wszystko się uspokoi i zapanuje cisza,
aby rzeczywiście wybrzmiały wtedy te słowa: „Ojcze Niebieski, poślij Ducha Świętego, aby
zstąpił teraz na te dary. Niech to, co nieożywione zamieni się w Tego, który jest Życiem i daje
życie, bo my sami z siebie tego nie potrafimy”. Niech wtedy nasze oczy będą skupione na
ołtarzu i na adoracji świętych postaci eucharystycznych, które kapłan unosi, by je nam
ukazać.
W dawniejszych komentarzach uczono nas, aby w tym momencie nasz wzrok był
skierowany ku ziemi oraz by uderzać się w piersi na znak grzeszności i niegodności. Owszem,
to po części słuszne, lecz ważniejsze jest to, że Bóg w swoim wielkim miłosierdziu zechciał
zejść do nas, do naszej niegodności i nędzy. Jesteśmy dziećmi Boga, owszem grzeszni i
brudni, lecz jak uczy nas Słowo Boże, w Jezusie „mamy śmiały przystęp do Boga” (Ef 3, 12).
Dlatego „wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle;
za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu” (2
Kor 3, 18). Tak czynili Izraelici na pustyni, gdy wpatrywali się w znak węża. Każdy, kto na
niego spojrzał, zostawał uzdrowiony. Podobnie i my chcemy adorować Jezusa –
prawdziwego Syna Bożego, obecnego wśród nas w tej wielkiej tajemnicy Eucharystii. Nie
powinniśmy więc obawiać się podnieść wzroku i patrzeć na Świętą Hostię uniesioną przez
kapłana oraz na kielich z Krwią Chrystusa.
Spróbuj właśnie tak dziś przeżyć Mszę świętą. Pomyśl, jakie rzeczy Bóg w tobie może
zdziałać, skoro potrafi przemienić coś martwego nie tylko w coś ożywionego, lecz w samego
siebie. Być może w tobie coś też umarło i nosisz jakąś stratę. Pomódl się, aby Duch Święty
dokonał w tobie cudu przemiany. Niech uwiarygodnieniem tej mocy Boga będzie cud
przemiany chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa, którego świadkiem będziesz za chwilę w
Eucharystii.